Od razu zaznaczę, że piszę z perspektywy świeżaka: punk rocka nie zgłębiam, a na koncercie tego artysty byłem pierwszy raz, na katowickim Off Festivalu.
Iggy wbiegł na scenę, szczekając. Ściągnął marynarkę założoną na gołą klatę i siedemdziesięciopięcioletni brzuch, dyszał, podnosił łapy. Wtedy byłem już pewien, że mam przed sobą cynika w pierwotnym sensie tego słowa (gr. κυνικός, psi) i wcielenie Diogenesa, tego samego, który leżącemu przed Aleksandrem Wielkim kazał zejść mu ze słońca. Na koniec dał do zrozumienia, że mikrofon jest jego penisem i wraca do spodni, gdzie jego miejsce, a widownię zostawił z ładunkiem energii i odwagi cynickiego pochodzenia.
Całość ukazała się w K MAG: Iggy Pop jest absolutnie zajebisty. Wszystkie moje teksty w K MAG zbiera strona autora.

