Pytanie przyszło w rozmowie i utkwiło mi na kilka dni. Apollo obdarł Marsjasza ze skóry za to, że ten za dobrze grał. Dawid posłał Uriasza na śmierć, żeby zatrzeć ślad po nocy z jego żoną. Obaj są bohaterami pozytywnymi swoich tradycji. Apollo to bóg miary, harmonii i granicy, patron delfickiego „niczego ponad miarę”. Dawid to król wzorcowy, autor psalmów, przodek Mesjasza, człowiek według serca Bożego. Obaj mają w aktach coś, co w każdym kodeksie karnym świata nazywałoby się zbrodnią.
Więc kto był gorszy?
Pytanie brzmi jak zaczepka przy stole, ale jest jednym z najtrudniejszych pytań etyki. Żeby na nie odpowiedzieć, trzeba najpierw powiedzieć, co właściwie czyni zło złem: cierpienie, zdrada, wyrachowanie, bezkarność, liczba ofiar, brak szansy na obronę. Dopiero wtedy można cokolwiek porównać. Kto odpowiada od razu, ten nie odpowiada na pytanie o Apolla i Dawida, tylko wypowiada swoją prywatną hierarchię grzechów, zwykle nieuświadomioną.
Pisałem kiedyś przeciwko ocenianiu świata w skali od 1 do 10. To jest ten sam problem, tylko postawiony na najwyższej stawce. Nie chodzi jednak o to, żeby uciec od sądu w wygodne „każdy przypadek jest inny”. Sąd trzeba wydać. Chodzi o to, żeby wiedzieć, czym się mierzy.
Zebrałem więc piętnaście spraw. Każda izoluje inny mechanizm, a ostatnia grupa okazała się po drodze ważniejsza od pytania, od którego zacząłem.

1. Apollo i Marsjasz: konkurs, w którym jury pracuje dla jednej strony
Atena wynalazła aulos, podwójny flet, i porzuciła go, bo przy graniu wykrzywiał jej twarz. Znalazł go sylen Marsjasz i doszedł na nim do mistrzostwa. Potem stanął do zawodów z Apollem. Warunek, w wersji przekazanej przez Hyginusa, brzmiał: zwycięzca zrobi z przegranym, co zechce.
Jury stanowiły Muzy. Warto się przy tym zatrzymać na jedno zdanie: Apollo nosi przydomek Musagetes, przewodnik Muz. Sędziami w sporze o muzykę był jego własny orszak.
Rozstrzygnięcie było jeszcze ładniejsze. Apollo odwrócił lirę do góry nogami i zagrał tę samą melodię, a według innej wersji zagrał i jednocześnie zaśpiewał. Marsjasz nie mógł zrobić ani jednego, ani drugiego, bo na flecie odwróconym się nie gra, a z ustnikiem w ustach się nie śpiewa. To nie było zwycięstwo w konkurencji. To była zmiana konkurencji w trakcie.
Wyrok: Marsjasz przywiązany do sosny i obdarty ze skóry żywcem. U Owidiusza (Metamorfozy VI) skazany pyta zdanie, któremu nie sposób odpuścić: quid me mihi detrahis, „czemu zdzierasz mnie ze mnie samego”. Skóra wisiała potem w Kelajnaj we Frygii; widział ją tam jeszcze Herodot i odnotował rzeczowo, jak eksponat (VII 26). Elian dodaje szczegół, który jest najlepszą apelacją, jaką kiedykolwiek złożono: skóra podobno drgała, gdy grano melodię frygijską, a przy pieśniach ku czci Apolla pozostawała nieruchoma. Ciało zamordowanego głosowało dalej.
Uczciwie trzeba dodać dwie rzeczy na korzyść oskarżonego. Po pierwsze, Marsjasz przystąpił do zawodów, znając warunki. Po drugie, u Diodora Sycylijskiego (III 59) Apollo później żałuje, uznaje karę za nadmierną i zrywa struny liry. Nawet tradycja, która go czciła, poczuła, że coś tu wymaga naprawy.
Obrona przez zgodę i tak nie wytrzymuje. Nawet dobrowolne przystąpienie do rywalizacji nie legitymizuje dowolnej kary, zwłaszcza gdy jedna strona kontroluje skład jury, interpretację reguł i wykonanie wyroku. Formalna zgoda Marsjasza nie usuwa fundamentalnej asymetrii: zgadzał się na konkurs muzyczny, a nie na to, że przeciwnik w trakcie zmieni konkurencję i sam wykona egzekucję.
I druga rzecz. Kara nie naprawiała żadnej szkody, bo szkody nie było, i była skrajnie nieproporcjonalna do stawki. Mogła odstraszać innych pretendentów, ale odstraszanie przed podjęciem uczciwej rywalizacji jest obroną monopolu, nie porządku. Wykonano ją wolno, publicznie i przy użyciu noża, czyli w formie maksymalnie widowiskowej. To jest przypadek podręcznikowy tego, co Arystoteles w Retoryce (1378b) nazwał hybris: czynienie i mówienie rzeczy hańbiących ofiarę, nie po to, by coś przez to zyskać, lecz dla samej przyjemności, a przyjemność bierze się stąd, że poniżając innych, człowiek czuje własną wyższość. Grecka definicja greckiej zbrodni, popełnionej przez boga umiaru.
Zbigniew Herbert napisał o tym jeden z najlepszych komentarzy, jakie zna polska literatura. W „Apollo i Marsjasz” prawdziwy pojedynek zaczyna się dopiero po ogłoszeniu wyniku, a jedynym instrumentem przywiązanego do drzewa jest samogłoska A. Bóg odchodzi drogą, zastanawiając się z niepokojem, czy z tego wycia nie powstanie z czasem nowa gałąź sztuki. Pod nogi spada mu skamieniały słowik. A na końcu:
Apollo czyści swój instrument
i, kiedy odwraca głowę:
drzewo do którego przywiązany był Marsjasz jest siwe zupełnie
Cała etyka tej sceny mieści się w czyszczeniu instrumentu. U Herberta to zdanie pada dwa razy, jak refren czynności rutynowej. Sprawca porządkuje warsztat. Świadek, drzewo, siwieje.

2. Dawid, Batszeba i Uriasz: zbrodnia doręczona przez ofiarę
Druga Księga Samuela zaczyna rozdział jedenasty od zdania, które jest już oskarżeniem: „Na początku roku, gdy królowie zwykli wychodzić na wojnę”, Dawid posłał Joaba, a sam został w Jerozolimie. Król jest w miejscu, w którym nie powinien być, i ma czas, którego nie powinien mieć.
Reszta jest znana. Dach, kąpiąca się kobieta, pytanie o nią, posłańcy, „wziął ją”. Batszeba nie mówi w tej scenie ani słowa; jej jedyna kwestia w całym rozdziale to trzy słowa: jestem brzemienna. Późniejsza tradycja obciążała ją chętnie, sugerując, że kąpała się tam, gdzie ją było widać. Warto zauważyć, że sam tekst tego nie robi. Winnym nazywa Dawida („to, co uczynił Dawid, nie podobało się Panu”), a w przypowieści Natana Batszeba jest jedyną owieczką ubogiego człowieka, czyli zabraną własnością, nie uwodzicielką.
Tekst nie daje podstaw, by mówić o swobodnej zgodzie Batszeby. Milczy o jej decyzji, a skrajna asymetria władzy każe traktować każdą prostą opowieść o romansie z dużą podejrzliwością. To jest ten sam problem, co u Marsjasza: formalna cisza tam, gdzie odmowa nie była realną opcją.
Potem zaczyna się część, która interesuje mnie najbardziej, bo to ona rozstrzyga o ciężarze sprawy. Dawid nie zabija w afekcie. Dawid zarządza.
Krok pierwszy: ściąga Uriasza z frontu pod pretekstem raportu i wysyła go do domu, żeby ojcostwo dało się przypisać mężowi. Uriasz śpi w bramie pałacu z żołnierzami. Krok drugi: król pyta go, dlaczego nie poszedł do siebie, i słyszy odpowiedź, po której powinien był przestać:
Arka, Izrael i Juda przebywają w namiotach, a mój pan Joab i słudzy mego pana obozują w polu. Jakże ja mógłbym pójść do swego domu, aby jeść, pić i spać ze swoją żoną?
Chetyta, cudzoziemiec, tłumaczy królowi Izraela zasady izraelskiej solidarności. Krok trzeci: Dawid upija go przy własnym stole. Uriasz pijany nadal nie idzie do domu. Krok czwarty: król pisze list do Joaba z poleceniem, żeby postawić Uriasza w najgorętszym miejscu i wycofać się od niego, aby zginął. Krok piąty, ten, który czyni z tej historii arcydzieło podłości: list niesie Uriasz.
Zginął pod murami Rabby. Zginęli z nim inni żołnierze, których nikt o nic nie pytał i których śmierć była potrzebna wyłącznie po to, żeby jedna śmierć nie rzucała się w oczy. Joab, przewidując, że król może się zdenerwować stratami, każe posłańcowi dodać na końcu meldunku, że zginął też Uriasz Chetyta. Dawid odpowiada jednym z najzimniejszych zdań Biblii Hebrajskiej:
Niech cię ta sprawa nie martwi, bo miecz pożera raz tego, raz tamtego.
Zabójstwo na zlecenie zostaje w jednym ruchu przeksięgowane na statystykę wojenną. Każdy, kto siedział kiedyś na spotkaniu, na którym decyzja o konkretnym człowieku została nazwana „procesem”, zna ten ton.
Cztery szczegóły, które warto mieć pod ręką przy ważeniu tej sprawy.
Uriasz jest wymieniony w 2 Sm 23 na liście trzydziestu bohaterów Dawida, na samym końcu spisu. Ofiara była na królewskiej liście zasłużonych.
Prorok Natan przychodzi z przypowieścią o bogaczu, który zabrał ubogiemu jedyną owieczkę, a Dawid, nie rozpoznając siebie, wydaje wyrok na bohatera opowieści. Wtedy pada zdanie: „Ty jesteś tym człowiekiem”. Trudno o lepszy opis tego, jak działa sumienie: rozpoznaje zło bezbłędnie, dopóki nie wie, że mówi o sobie.
Pierwsza Księga Królewska, podsumowując po latach panowanie Dawida, wystawia mu ocenę celującą i dopisuje gwiazdkę: czynił to, co słuszne w oczach Pana, przez wszystkie dni swego życia, z wyjątkiem sprawy Uriasza Chetyty (1 Krl 15,5). Tradycja nie zamiotła tego pod dywan. Zostawiła w laurce trwały wyjątek.
I ostatnie. Ewangelia Mateusza, wypisując rodowód Jezusa, nie podaje imienia Batszeby. Pisze: „Dawid był ojcem Salomona, a matką była żona Uriasza”. W najbardziej uroczystym zdaniu genealogicznym chrześcijaństwa zamordowany trzyma swoje nazwisko przy żonie i królu. To nie jest przeoczenie. To jest wpis do księgi wieczystej.
3. Osiem innych spraw, osiem innych mechanizmów
Żeby porównywać, trzeba mieć więcej niż dwa punkty. Dobrałem sprawy tak, by każda izolowała inny sposób, na jaki człowiek albo bóg robi drugiemu krzywdę.
Atena i Arachne (Owidiusz, Metamorfozy VI). Lidyjka staje do zawodów z boginią i tka dzieło bezbłędne, którego, jak zaznacza Owidiusz, nie potrafią zganić ani Pallas, ani Zawiść. Atena wytkała bogów w majestacie i cztery przykłady śmiertelników ukaranych za pychę, czyli groźbę wplecioną w narożniki. Arachne wytkała dwadzieścia jeden scen boskich gwałtów: Europę, Ledę, Danae. Bogini rozdarła tkaninę i uderzyła dziewczynę czółenkiem w czoło. Arachne powiesiła się, a Atena „ulitowała się” i zamieniła ją w pająka, żeby wisiała dalej. Mechanizm: kara nie za przegraną, lecz za prawdę przedstawienia. Jest różnica między krytykiem, który uważa, że się mylisz, a krytykiem, który wie, że masz rację, i ma władzę.
Apollo i Artemida wobec dzieci Niobe (tamże). Niobe pochwaliła się, że ma czternaścioro dzieci, a Latona dwoje. Zginęło czternaścioro dzieci. Nie powiedziały niczego, nie wiedziały o niczym, były wyłącznie materiałem dowodowym w sporze o prestiż między dwiema matkami. Mechanizm: kara przeniesiona na tych, którzy nie byli stroną. Owidiusz, co warto zauważyć, ustawił w szóstej księdze te trzy sprawy jedną po drugiej: Arachne, Niobe, Marsjasz. Napisał ten tekst dwa tysiące lat przede mną i zostawił czytelnikowi wniosek do samodzielnego wyciągnięcia.
Achab, Izebel i Nabot (1 Krl 21). Król chce winnicy sąsiada. Nabot odmawia, bo to ojcowizna, której według Prawa sprzedać nie wolno. Król kładzie się twarzą do ściany i nie je. Wtedy Izebel pisze listy w imieniu króla, pieczętuje jego pieczęcią, zwołuje post, sadza Nabota na honorowym miejscu i stawia dwóch fałszywych świadków, którzy zeznają, że złorzeczył Bogu i królowi. Nabot zostaje ukamienowany zgodnie z procedurą. Eliasz spotyka Achaba w zdobytej winnicy i pyta: „Zabiłeś, a teraz bierzesz w posiadanie?”. Mechanizm: narzędziem zbrodni jest samo prawo. Dawid łamie normę po kryjomu. Achab nie łamie żadnej. Achab wykonuje.
Odyseusz i Palamedes (Hyginus, Fabulae 105; Owidiusz, Metamorfozy XIII). Palamedes zdemaskował udawane szaleństwo Odyseusza, kładąc małego Telemacha przed pługiem. Odyseusz odpłacił mu, podrzucając do namiotu złoto i podrabiając list od Priama. Grecy ukamienowali Palamedesa jako zdrajcę. Tradycja przypisywała mu wynalezienie liter, liczb i miar; zabił go sfałszowany dokument, czyli jego własny wynalazek. Mechanizm: nie zabija się człowieka, tylko jego imię, a wyrok wykonuje uczciwy tłum na podstawie spreparowanego dowodu. Homer o tej sprawie milczy. Zbrodnie, do których pasuje najlepszy piarowiec, zwykle znikają z wersji oficjalnej.
Agamemnon i Ifigenia (Ajschylos, Agamemnon). Bezwietrzna Aulida, tysiąc okrętów, wróżbita mówi, czego żąda Artemida. Ajschylos opisuje moment decyzji dokładniej niż ktokolwiek: wódz „wprzągł się w jarzmo konieczności”, a chór zauważa, że dopiero od tej chwili stał się zdolny do wszystkiego. Dziewczynie zawiązano usta, żeby nie przeklęła domu. Szafranowa szata opada, a ona patrzy na oprawców jak postać z obrazu, która chce coś powiedzieć. Mechanizm: konieczność, która zostaje w znacznej części wyprodukowana. Nie spadła na Agamemnona z zewnątrz w czystej postaci; była też produktem wcześniejszych przysiąg, ambicji i decyzji, których koszt przeniósł na córkę. Prawie każda wielka podłość instytucjonalna ma tę strukturę: najpierw decyzja zostaje przemianowana na brak decyzji, potem wykonuje się ją energicznie.
Do tej samej rubryki należy Jefte (Sdz 11), który ślubował złożyć w ofierze pierwsze, co wyjdzie z jego domu na powitanie, i wyszła jego jedyna córka. Nie ma anioła, nie ma barana, nie ma proroka. Niebo milczy przez cały rozdział. To bardzo czysty przypadek zła popełnionego z wierności zasadzie, przez człowieka, który do końca uważał się za porządnego.
Tezeusz i Hippolytos (Eurypides). Fedra zostawia tabliczkę z fałszywym oskarżeniem i umiera. Ojciec, nie wysłuchawszy syna, zużywa na niego jedno z trzech życzeń danych mu przez Posejdona. Byk z morza, spłoszone konie, chłopiec wleczony po skałach. Artemida przychodzi z wyjaśnieniem, kiedy zostało już tylko pojednanie nad umierającym. Mechanizm: wyrok bez wysłuchania drugiej strony, wydany na podstawie pisma, którego autora nie da się dopytać. To zbrodnia z gatunku tych, których sprawca nie planował i nigdy sobie nie wybaczy.
Zeus i Asklepios (Pindar, Pytyjska III; Apollodor III 10; Eurypides, Alkestis). Sprawa Hippolytosa ma ciąg dalszy. Według Wergiliusza i Owidiusza rozszarpany chłopiec wrócił do życia, bo Artemida poprosiła o pomoc najlepszego lekarza świata. Był nim Asklepios, syn Apolla, wychowanek centaura Chirona, człowiek, który doszedł w medycynie tak daleko, że zaczął wskrzeszać umarłych. Zeus zabił go piorunem.
Motyw warto zapamiętać w brzmieniu, jakie podaje Apollodor: Zeus obawiał się, że ludzie nauczą się od niego tej sztuki i zaczną ratować się nawzajem. Kara nie spadła za pojedynczy czyn, tylko za jego powtarzalność. Uczciwie trzeba dodać wersję niewygodną: u Pindara Asklepios daje się skusić złotu i wskrzesza za honorarium człowieka już zabranego przez śmierć. Przyjmijmy nawet, że tak było. Sankcja i tak nie jest z tej samej półki co przewina, a jej skutek jest odwrotny do deklarowanego: świat nie stracił korupcji, stracił zmartwychwstanie.
Mechanizm: kara za czyn, który nie miał ofiary, wymierzona w obronie hierarchii. Wskrzeszeni żyli, ich rodziny były szczęśliwe, żadna ze stron nie wnosiła pretensji. Poszkodowany jest tu porządek, w którym jedni umierają, a drudzy nie, i ci drudzy ten porządek ustalili. W wariancie jeszcze bardziej dosadnym, przekazywanym obok Apollodora, skargę wnosi Hades, któremu ubywa poddanych; zarzut jest wtedy w istocie handlowy. Reakcja Apolla domyka rzecz: nie mogąc tknąć Zeusa, ojciec zabitego wybija cyklopów, którzy piorun wykuli. Uderza w rzemieślników, bo decydent jest poza zasięgiem. A samego Asklepiosa zabito za to samo, za co jego ojciec obdarł ze skóry Marsjasza. Za to, że ktoś umiał za dobrze.
Achilles i ciało Hektora (Homer, Iliada XXII i XXIV). Zabicie Hektora nie jest w tej sprawie zbrodnią. To był pojedynek dwóch zbrojnych mężczyzn, na który obaj się zgodzili. Zbrodnia zaczyna się po.
Achilles przebija zabitemu ścięgna nóg, przewleka rzemień, przywiązuje ciało do rydwanu i wlecze je głową po ziemi pod okręty, na oczach rodziców patrzących z murów. Robi to potem codziennie o świcie, przez dwanaście dni, objeżdżając kurhan Patroklosa. Na stosie przyjaciela zarzyna wcześniej dwunastu młodych Trojan, a Homer nie zostawia w tej sprawie wątpliwości i notuje, że knuł w sercu złe czyny.
Mechanizm: krzywda wyrządzona komuś, kto nie może już jej doznać. Hektor nie cierpi. Hektor niczego nie czuje i nic go już nie może spotkać. W rachunku, który sumuje cierpienie, te dwanaście dni waży zero. A jednak cała Iliada traktuje je jako swój moralny kryzys, i to bogowie pierwsi mówią dość. Apollo skarży się na Olimpie, że Achilles zabił w sobie litość i stracił wstyd, że hańbi głuchą ziemię. Zarzut nie dotyczy tego, co dzieje się z Hektorem, bo z Hektorem nie dzieje się już nic, tylko tego, co dzieje się z Achillesem i z podłogą, na której wszyscy stoją.
I jest w tej sprawie jeszcze jedna rzecz, jedyna taka w całym tym zestawieniu. Sprawca przestaje. Priam przychodzi nocą, sam, do namiotu człowieka, który wybił mu synów, klęka i całuje te ręce, straszne, mężobójcze, które zabiły ich tylu. Achilles nie tłumaczy się i nie broni. Płacze nad własnym ojcem, którego już nie zobaczy, Priam nad Hektorem, potem razem jedzą, a na końcu patrzą na siebie i dziwią się sobie nawzajem. Ciało wraca do Troi, a Achilles daje jeszcze jedenaście dni rozejmu na pogrzeb.
Każda inna sprawa w tym tekście kończy się tym, że sprawca odchodzi czyścić instrument. Ta jedna kończy się tym, że sprawca oddaje to, co zabrał, i to nie pod przymusem, tylko dlatego, że ktoś przyszedł i stanął przed nim jako człowiek.

4. Trzecia technologia krzywdy
Do tego miejsca wszystkie sprawy miały tę samą budowę: jest sprawca, jest ofiara, są to dwie różne osoby. Istnieje jednak grupa historii, w której ten podział zostaje rozmontowany, i to ona wydaje mi się dziś najciekawsza etycznie, bo nie mieści się w żadnej z sześciu miar, którymi wszystkie poprzednie sprawy dają się porównać. Wymusiła siódmą.
Hera i Herakles (Eurypides, Herakles oszalały). Herakles wraca z Hadesu w ostatniej chwili, żeby uratować żonę Megarę, trzech synów i starego ojca przed uzurpatorem Lykosem. Zabija Lykosa. Rodzina jest ocalona, sztuka mogłaby się skończyć. Wtedy z nieba schodzą Iryda i Lyssa, czyli Szał, przysłane przez Herę.
I tu jest szczegół, przy którym przystanąłem na dobrą chwilę. Lyssa odmawia. Personifikacja obłędu tłumaczy Irydzie, że Herakles jest człowiekiem dobrym, i wzywa Słońce na świadka, że działa wbrew sobie. W całej sztuce jedyną postacią, która ma opory moralne, jest Szaleństwo. Bogini opiekująca się małżeństwem i rodziną każe mu wejść do tego domu mimo wszystko.
Herakles zabija żonę i dzieci własnymi rękami, w przekonaniu, że zabija dzieci Eurysteusza. Atena powala go kamieniem w pierś, żeby nie zabił jeszcze ojca. Budzi się przywiązany do kolumny, pośród ciał, przytomny.
Mechanizm: zabić czyjąś rodzinę jego rękami. Hera nie zabiła Heraklesa, choć mogła i miała na to całe jego życie. Jednym ruchem wyprodukowała dwie zupełnie różne krzywdy: czterech zabitych, którzy zginęli od najbliższej im osoby na świecie, i jednego ocalonego, który od tej pory jest ich zabójcą. Herakles jest niewinny w każdym sensie, w jakim etyka umie orzekać o winie: nie chciał, nie wiedział, nie mógł. I jest sprawcą w jedynym sensie, który liczy się o poranku: to jego ręce. Motyw jest przy tym trzecim piętrem tej samej podłości, bo Herakles to owoc zdrady Zeusa, którego Hera dosięgnąć nie może. Rachunek zostaje wystawiony pod nieobecność dłużnika i przechodzi przez dziecko na jego dzieci.
Sztuka nie kończy się jednak samobójstwem, i to jest powód, dla którego Eurypides jest wielki. Przychodzi Tezeusz, nie boi się skalania, bierze Heraklesa za rękę i zabiera do Aten. Herakles postanawia żyć i mówi wprost, że umrzeć byłoby łatwiej, więc odmowa śmierci jest tu odwagą, a nie pociechą. Wypowiada też zdanie, do którego jeszcze wrócę: że nie wierzy w bogów, którzy cudzołożą i panują jeden nad drugim, bo bóg, jeśli naprawdę jest bogiem, niczego nie potrzebuje, a reszta to nędzne opowieści poetów. Człowiek, którego bogini właśnie zniszczyła, na scenie odmawia jej istnienia w tej formie.
Dionizos, Agaue i Penteus (Eurypides, Bachantki). Ten sam mechanizm doprowadzony do końca. Bóg nie zabija króla Teb, tylko doprowadza do tego, że rozrywa go własna matka wraz z ciotkami, biorąc syna za lwa. Agaue wraca do miasta w triumfie, niosąc na tyrsie głowę Penteusa i licząc na pochwałę. Najstraszniejsza scena tej sztuki nie jest sceną zabójstwa, tylko sceną wytrzeźwienia: stary Kadmos prowadzi córkę krok po kroku z powrotem do rzeczywistości, każąc jej spojrzeć w niebo, a potem na to, co trzyma w rękach. Dionizos nie okazuje potem cienia litości, a jedyne wyjaśnienie, jakie podaje, brzmi: znieważono mnie, mnie, boga.
Atena i Ajas (Sofokles, Ajas). Ajas, pominięty przy podziale zbroi Achillesa, rusza nocą wymordować wodzów. Atena mąci mu wzrok i bohater wyrzyna stado bydła, przekonany, że zabija Atrydów. Rano widzi, co zrobił, i zabija się nie z powodu krwi zwierząt, lecz z powodu utraty honoru i świadomości, że stał się widowiskiem dla wrogów. Sztuka zaczyna się od tego, że Atena zaprasza Odyseusza, żeby popatrzył na oszalałego wroga i się pośmiał, bo czy nie najsłodszy jest śmiech z nieprzyjaciół. Odyseusz odmawia. Mówi, że lituje się nad nim, choć to jego wróg, bo widzi, że wszyscy żyjący jesteśmy tylko widmami i przemijającym cieniem. W całej tej kolekcji jest to jedyny moment, w którym ktoś dostaje zaproszenie do udziału w cudzym poniżeniu i grzecznie odmawia. Warto go zapamiętać, bo zapraszani jesteśmy wszyscy i regularnie.
Akteon (Owidiusz, Metamorfozy III). Myśliwy przypadkiem wychodzi na polanę, na której kąpie się Artemida. Zostaje zamieniony w jelenia i rozszarpany przez własne psy, które go nie poznają, a towarzysze polowania wołają go po imieniu, żałując, że nie widzi tak pięknego ubicia zwierzyny. On słyszy i nie może odpowiedzieć. Owidiusz robi w tym miejscu rzecz rzadką: przerywa opowieść i orzeka o winie. Jeśli dobrze poszukasz, powiada, znajdziesz w tej sprawie winę losu, a nie przestępstwo, bo jakież przestępstwo tkwi w pomyłce. To jedno z najwcześniejszych i najbardziej wyrazistych literackich postawień pytania o zamiar jako warunek winy, i pada ono w wierszu, nie w traktacie.
Semele (tamże). Hera w przebraniu starej piastunki Beroe podsuwa ciężarnej dziewczynie wątpliwość, czy jej kochanek naprawdę jest bogiem, i radzi poprosić o dowód. Zeus przysięga na Styks, zanim usłyszy prośbę, więc musi się pokazać w pełnej postaci i spala ją. Hera nie musi przy tym wypowiedzieć ani jednego wprost fałszywego zdania. Wystarczy przebranie, dobrze dobrana wątpliwość i prawdziwa informacja ustawiona tak, żeby ofiara sama uruchomiła mechanizm własnej śmierci. Kłamstwo jest tu w całości w inscenizacji, nie w treści.
5. Co widać, kiedy się je ułoży obok siebie
Kiedy skończyłem zbierać te sprawy, zobaczyłem coś, czego nie szukałem. Cztery z pierwszych dziewięciu zostały popełnione na piśmie.
List Dawida do Joaba. Listy Izebel opieczętowane królewską pieczęcią. Podrobiony list Priama do Palamedesa. Tabliczka Fedry w dłoni trupa. Cztery dokumenty, cztery trupy, i ani jednego sprawcy w zasięgu wzroku ofiary. W trzech przypadkach dokument niesie ktoś, kto nie wie, co niesie, a w sprawie Uriasza niesie go sam skazany.
Po drugiej stronie stoi Apollo z nożem. Bez trybu zaocznego, bez pośrednika, bez korespondencji. Sam wiąże, sam obdziera, sam potem czyści instrument.
A między nimi, albo raczej poniżej, stoi Hera, która nie użyła ani noża, ani listu, tylko cudzej ręki.
Simone Weil w eseju o Iliadzie podała definicję, która obejmuje wszystkie trzy: siła to jest to, co z każdego, kto jej podlega, robi rzecz. Marsjasz zostaje rzeczą dosłownie, jako skóra wisząca na haku w Kelajnaj. Uriasz zostaje rzeczą wcześniej i ciszej, jako element rozwiązania problemu, jako koperta z własnym wyrokiem, jako pozycja w meldunku o stratach. Herakles zostaje rzeczą inaczej niż obaj: jako narzędzie w cudzym ręku, przy zachowanej świadomości i pamięci.
Te trzy technologie tworzą jedną skalę, wzdłuż której maleje udział własnej ręki, a rośnie udział cudzej. Apollo robi wszystko sam. Dawid wydaje polecenie Joabowi, który wie, co robi, więc jest wspólnikiem. Uriasz niesie list, nie wiedząc, co niesie, więc jest już narzędziem, ale narzędziem tylko w transporcie, nie w wykonaniu. Herakles wykonuje. Na jednym końcu skali sprawca ma zakrwawione ręce i czyste sumienie, bo jest bogiem i nikt go nie osądzi. Na drugim ofiara ma zakrwawione ręce i czyste sumienie w każdym sensie prawnym, a mimo to nie da się z tym żyć.
Mechanizm listu opisała Hannah Arendt: między decyzją a ciałem wstawia się dystans, podział pracy i procedura, dzięki czemu nikt nie musi czuć, że zabija. Trzeba tylko od razu zaznaczyć, czego u Dawida nie ma. Arendt pisała o sprawcach bez motywu, o urzędnikach zbrodni. Dawid ma motyw aż nadto wyraźny i doskonale wie, co robi. Od Arendt bierzemy tu tylko technologię, nie psychologię: dystans nie usprawiedliwia, ale bardzo ułatwia.
Dla trzeciej technologii nie ma równie znanej formuły, więc zaproponuję własną. List przenosi na kogoś innego wykonanie. Cudza ręka przenosi na kogoś innego winę, i to winę odczuwaną, nieprawdziwą, ale dożywotnią. Sprawca zostaje z rękami czystymi nie dlatego, że ich nie ubrudził, tylko dlatego, że ubrudził cudze.
I jeszcze jedno, co widać już na tym etapie. Wszystkie trzy technologie służą temu samemu: żeby między sprawcą a skutkiem stanęło coś, co przyjmie na siebie odpowiedzialność. Dokument, wykonawca, obłęd, procedura. Ale zauważmy, kto z tego zestawu niczego takiego nie potrzebował. Apollo nie ukrywał się, nie wysyłał listu, nie szukał pośrednika i nie musiał. Dawid kombinował przez pięć kroków, bo wiedział, że robi coś, za co się odpowiada. Apollo nie kombinował wcale, bo nie miał przed kim.
To jest, jak sądzę, ważniejsze niż cała reszta tego zestawienia. Najgroźniejszy nie jest ten, kto łamie reguły, tylko ten, kto jest regułą. Cała maszyneria ukrywania, na którą patrzymy z takim zdumieniem, jest w gruncie rzeczy dowodem, że sprawca liczy się z jakąś instancją. Tam, gdzie takiej instancji nie ma, maszyneria jest zbędna i nikt jej nie buduje.
6. Czy w ogóle wolno ich sądzić?
Najczęstszy zarzut wobec takich rozważań brzmi: nie wolno przykładać dzisiejszej moralności do mitu i do tekstów sprzed trzech tysięcy lat.
Zarzut jest słuszny jako ostrzeżenie i nietrafiony jako zakaz, bo w żadnej z tych spraw nie musimy przykładać własnej miary. Obie tradycje osądziły je same, własnymi narzędziami.
Grecy mieli na to osobne słowo, hybris, i mieli je nie po to, żeby opisywać nadmierną ambicję, tylko dokładnie taki nadmiar, jakiego dopuścił się Apollo. Ksenofanes z Kolofonu zdążył jeszcze w VI wieku przed naszą erą napisać, że Homer i Hezjod przypisali bogom wszystko, co u ludzi jest hańbiące: kradzież, cudzołóstwo i wzajemne oszukiwanie się. Platon w drugiej i trzeciej księdze Państwa chce usunąć takie opowieści z wychowania młodzieży właśnie dlatego, że pokazują bogów jako sprawców zła. Grecka krytyka Apolla jest starsza od chrześcijaństwa o kilkaset lat.
Najmocniej powiedział to jednak nie filozof, tylko poszkodowany. Herakles nad ciałami swoich dzieci nie oskarża Hery o okrucieństwo, robi coś znacznie gorszego: odmawia jej rangi. Bóg, który potrzebuje zemsty, nie jest bogiem, bo bóg niczego nie potrzebuje, a opowieści o boskich romansach i kajdanach to wymysły poetów. Eurypides wystawił to w teatrze Dionizosa, na święcie ku czci boga, w V wieku przed naszą erą. Zarzut, że sądzimy mit z perspektywy roku 2026, rozbija się o to jedno przedstawienie.
Biblia idzie równie daleko, bo wbudowuje oskarżenie w tekst o własnym bohaterze. Natan mówi to Dawidowi w twarz, Księga Królewska dopisuje wyjątek do bilansu życia, Ewangelia nazywa Batszebę żoną Uriasza. Niewiele literatur założycielskich zachowuje oskarżenie przeciwko własnemu wzorcowemu królowi równie konsekwentnie.
7. Siedem osi
Nie da się odpowiedzieć na pytanie tytułowe jedną liczbą, ale da się je rozłożyć na osie, które mierzą coś konkretnego. Proponuję siedem, przy czym siódmą dopisałem dopiero wtedy, gdy do zestawu weszła Hera.
- Asymetria. Jak bardzo ofiara mogła się bronić, odmówić, uciec.
- Zdrada roli. Czy sprawca był akurat tym, kto miał obowiązek ochrony: królem wobec żołnierza, gospodarzem wobec gościa, ojcem wobec dziecka, bogiem wobec czciciela.
- Premedytacja i eskalacja. Ile razy można było przerwać, a nie przerwano.
- Nadwyżka okrucieństwa. Ile z tego było potrzebne do celu, a ile było celem samym w sobie.
- Ofiary poboczne. Kto zginął przy okazji, nie będąc nawet stroną sporu.
- Skażenie narzędzia. Czy do zbrodni użyto tego, co miało chronić: prawa, przysięgi, reguł konkursu, listu, lojalności ofiary.
- Zniszczenie sprawstwa. Czy ofiara straciła tylko życie albo zdrowie, czy także zdolność do bycia autorem własnych czynów.
| Oś | Apollo wobec Marsjasza | Dawid wobec Uriasza | Hera wobec Heraklesa |
|---|---|---|---|
| Asymetria | absolutna, bóg wobec sylena | absolutna, król wobec swojego żołnierza | absolutna, bogini wobec śmiertelnika |
| Zdrada roli | patron sztuki zabija za sztukę | dowódca zabija człowieka z własnej listy zasłużonych | patronka małżeństwa i rodziny niszczy rodzinę |
| Premedytacja | wyrok natychmiastowy, kara rozciągnięta | pięć kroków, cztery okazje do odwrotu | zemsta prowadzona od dnia narodzin ofiary |
| Nadwyżka okrucieństwa | fizyczna maksymalna: żywcem, publicznie, powoli | fizyczna niska, instrumentalna i relacyjna bardzo wysoka | maksymalna, ale nie w śmierci, tylko w przebudzeniu |
| Ofiary poboczne | brak | żołnierze pod murem; w dalszej narracji także śmierć dziecka, ale jako konsekwencja teologiczna, nie część planu | żona i trzech synów, czyli sami poboczni |
| Skażenie narzędzia | reguły zawodów i skład jury | list, wojna, przysięga i lojalność ofiary | miłość ojcowska i siła, którą ocalił rodzinę pół godziny wcześniej |
| Zniszczenie sprawstwa | brak, Marsjasz umiera, pozostając wyłącznie ofiarą, a nie narzędziem sprawcy | brak, Uriasz umiera jako żołnierz | całkowite, ofiara zostaje sprawcą |
Tabela jest przyrządem do myślenia, nie werdyktem. W chwili, w której zsumuje się kolumny, popełnia się dokładnie ten błąd, przeciwko któremu jest ten tekst. Ale widać w niej wyraźnie jedno: te zbrodnie nie przegrywają ze sobą na tej samej osi. Apollo wypada najgorzej na czwartej osi. Dawid na drugiej, trzeciej, piątej i szóstej. Hera na siódmej, której nie było w zestawie, dopóki jej tam nie postawiłem.
I to jest najważniejsza rzecz, jaką z tego zestawienia wyniosłem. Nie mam stałej listy kryteriów zła, do której podstawiam kolejne przypadki. Mam listę, którą każdy poważny nowy przypadek przebudowuje.

8. Osiem perspektyw, siedem różnych podejrzanych
Można mi słusznie zarzucić, że siedem osi z poprzedniej sekcji to mój prywatny wynalazek, dobrany tak, żeby wyszło to, co chciałem udowodnić. Sprawdźmy więc przyrządy, których nie zbudowałem.
Wziąłem osiem wpływowych perspektyw moralnych, przy czym nie wszystkie są pełnymi teoriami normatywnymi, i sprawdziłem, jakie elementy tych historii każda z nich pozwala zobaczyć szczególnie wyraźnie. Nie jest to rekonstrukcja wyroków, które Kant, Mill czy Nietzsche wydaliby osobiście, tylko eksperyment interpretacyjny z użyciem ich pojęć. Utylitaryzm, deontologia i etyka cnót to teorie normatywne. Kontraktualizm Scanlona jest jedną z odmian kontraktualizmu, a nie kontraktualizmem w ogóle. Etyka boskiego nakazu to raczej rodzina stanowisk niż jedno stanowisko. Nietzsche nie jest systemem przyznawania punktów zbrodniom, tylko genealogiczną krytyką moralności. Emotywizm jest w ogóle o czymś innym, więc traktuję go osobno, pod tabelą.
| Perspektywa | Co pozwala zobaczyć | Kto wypada najgorzej | Dlaczego akurat ten | Co ta perspektywa łagodzi |
|---|---|---|---|---|
| Deontologia (Kant) | maksymę czynu i to, czy człowiek został użyty wyłącznie jako środek | Hera wobec Heraklesa | godność człowieka polega u Kanta na autonomii woli, więc zniszczenie tej woli uderza w fundament, a nie w jedno dobro. Hera nie tylko używa Heraklesa jako środka, ale przejmuje jego wolę i każe jej wyprodukować czyn, którego on nigdy by nie chciał. Dawid jest tuż za nią, bo cała jego operacja jest zbudowana z kłamstw, a Uriasz zostaje użyty jako narzędzie dwa razy: raz jako parawan ojcostwa, raz jako listonosz | ocenę Heraklesa: bez wolnej woli nie ma poczytalności, a więc i winy |
| Utylitaryzm (Bentham, Mill) | sumę skutków dla dobrostanu wszystkich | Zeus wobec Asklepiosa, ale przy bardzo mocnych założeniach | przy idealizującym założeniu, że metoda Asklepiosa dawała się stosować bezpiecznie i powszechnie, jego zabicie jest przypadkiem o największej utracie przyszłego dobra. Wniosek jest jednak wrażliwy na kontrfaktyczne założenia mitu: skalowalność metody, skutki powszechnej nieśmiertelności i koszty jej stosowania. Sam Asklepios jest przy tym ofiarą bezpośrednią, więc nie chodzi o zbrodnię bez ofiary, tylko o zbrodnię, której główny ciężar spada na ludzi jeszcze nienarodzonych | uproszczony rachunek liczbowy może bronić Agamemnona, ale pełniejszy musi uwzględnić skutki samej wojny i alternatywę w postaci jej przerwania |
| Etyka cnót (Arystoteles) | charakter, który czyn ujawnia, i wybór, z jakiego wypłynął | Odyseusz wobec Palamedesa | Arystoteles odróżnia mądrość praktyczną od samej sprawności w trafianiu do celu, którą nazywa deinotes, i mówi wprost, że sprawność w służbie celu podłego to już tylko przebiegłość szubrawca. Odyseusz jest podręcznikowym okazem: cała inteligencja, zero cnoty, motyw prywatny i drobny. Tuż za nim Achilles, a skarga Apolla u Homera, że zabił w sobie litość i stracił wstyd, to gotowy wyrok etyki cnót wydany kilkaset lat przed jej powstaniem | charakter Heraklesa pozostaje nietknięty, choć ta sama perspektywa jako jedyna tłumaczy, czemu jego życie i tak jest zrujnowane: szczęście zależy nie tylko od cnoty, ale i od tego, co nas spotyka |
| Kontraktualizm Scanlona | czy czyn da się uzasadnić wobec osoby, której dotyczy, zasadami, których nie mogłaby rozsądnie odrzucić | Achab i Izebel wobec Nabota | jedyna sprawa, w której narzędziem zabójstwa jest sama procedura uzasadniania. Zniszczone zostaje nie tylko życie Nabota, ale i tryb, w którym ktokolwiek może się kiedykolwiek obronić | nic, ale najostrzej ze wszystkich ujmuje też warunki konkursu Apolla jako umowę, której żadna rozsądna strona nie mogłaby przyjąć |
| Etyka troski (Gilligan, Noddings) | zdradę konkretnej więzi i odpowiedzialności wobec kogoś zależnego | Agamemnon wobec Ifigenii | Agaue nie wiedziała, Herakles nie wiedział, Tezeusz był oszukany. Agamemnon wiedział, patrzył córce w oczy i zrobił to. Ta perspektywa powstała wprost jako sprzeciw wobec abstrakcyjnej kalkulacji, którą Agamemnon się zasłania | nic, ale jako jedyna widzi ofiary uboczne spod muru Rabby jako pełnoprawne ofiary, a nie jako pozycję w meldunku |
| Etyka boskiego nakazu | zgodność z wolą bóstwa | Dawid wobec Uriasza | jedyny sprawca w tym zestawie, który złamał wyraźny zakaz, i to trzy naraz: nie zabijaj, nie cudzołóż, nie pożądaj żony bliźniego. Reszta jest bezkarna z definicji, bo dobro jest tu tym, czego chce bóg, a wszyscy pozostali sprawcy są bogami | Apolla, Zeusa, Herę, Atenę, Artemidę i Dionizosa, w komplecie i z urzędu. To jest Eutyfron postawiony na naszych danych |
| Genealogia moralności (Nietzsche) | jaki typ woli ujawnia czyn i jaką narracją moralną zostaje później osłonięty | Dawid, ale bez rozgrzeszenia dla Apolla | perspektywa genealogiczna nie pyta przede wszystkim, ile cierpienia powstało, tylko co czyn mówi o sprawcy i czym zostaje potem przykryty. Dawid działa skrycie i przekształca prywatny interes w publiczną konieczność, co jest tu zarzutem najcięższym. Ale Apollo nie wychodzi z tego czysty: jego reakcja na naruszenie własnej rangi jest odwetem nieproporcjonalnym, a więc świadectwem nie nadmiaru siły, tylko jej niepewności. Reaktywna próżność boga, który nie znosi konkurencji, nie jest w tym języku niczym godnym podziwu | niewiele, choć konsekwentnie odsuwa pytanie o cierpienie ofiary na dalszy plan, i to jest jej największy koszt |
Emotywizm nie jest ósmym jurorem
Emotywizm (Ayer, Stevenson) nie dostarcza kolejnego werdyktu i nie umieszczam go w żadnym zestawieniu, bo sądy moralne są dla niego przede wszystkim wyrazem postawy, a nie opisem faktu. Pozwala natomiast wyjaśnić coś, czego żadna z powyższych perspektyw nie tłumaczy: dlaczego historia Marsjasza wywołuje silniejszą reakcję niż przemoc dokonana za pomocą dokumentu. Nóż, ciało i krzyk mają ekspresyjną przewagę nad rozkazem zapisanym na kartce. Stąd systematyczna zniżka dla zbrodni listownej. Ta sama optyka tłumaczy też, jak grecka tradycja zdołała nazwać obdarcie ze skóry sprawiedliwością: nie było to kłamstwo o faktach, tylko udana operacja na cudzych postawach.
Co z tego zestawienia wynika
Po pierwsze, dwie perspektywy, które wskazują Dawida, to jedyne dwie, które w ogóle nie mierzą krzywdy. Etyka boskiego nakazu mierzy posłuszeństwo, genealogia mierzy typ woli. Zgadzają się co do winnego i nie zgadzają się co do niczego innego, łącznie z tym, co w tym czynie było złe.
Po drugie, sprawa, która budzi w nas największą grozę, nie wypada najgorzej w żadnej z perspektyw normatywnych. Marsjasza wskazuje wyłącznie ta optyka, która świadomie nie jest teorią tego, co złe, tylko teorią naszych reakcji. To niepokojące i nie umiem tego zbyć. Nasza moralna intuicja jest kalibrowana na widok krwi, a nie na ciężar czynu, i dlatego człowiek z nożem prawie zawsze pokona człowieka z kopertą.
Po trzecie, sprawa Asklepiosa ma największy rozrzut ocen w całym zestawie. Dla utylitaryzmu jest to, przy pewnych założeniach, przypadek najcięższy; dla pozostałych perspektyw epizod drugoplanowy. Trudno o czystszy dowód, że nie porównujemy tu samych czynów, tylko także przyrządy pomiarowe.
Po czwarte, wiersz o etyce boskiego nakazu jest formalnym zapisem tego, co napisałem wcześniej o Apollu na wyczucie. System, w którym dobrem jest wola tego, kto ma władzę, nie widzi zbrodni władcy jako zbrodni. Nie dlatego, że ją usprawiedliwia, tylko dlatego, że nie ma dla niej miejsca w składni. Platon zauważył ten problem w Eutyfronie dwadzieścia cztery wieki temu i nikt go od tamtej pory nie rozwiązał.
Trzeba przy tym powiedzieć wyraźnie, czego to zestawienie nie dowodzi. Moje zastosowanie tych perspektyw dało różne odpowiedzi, ponieważ każda eksponuje inny aspekt sprawy. Nie znaczy to, że wszystkie werdykty są równie trafne. Perspektywę można źle zrekonstruować albo źle zastosować, i pewnie w kilku miejscach powyżej mi się to zdarzyło. Znaczy to tylko tyle, że wynik zależy od tego, jakie pytanie uznamy za najważniejsze.
Przypis empiryczny: dylemat wagonika i pies, który ma imię
Spór z dwóch pierwszych wierszy tabeli, czyli utylitaryzm kontra deontologia, wszyscy znamy pod inną nazwą. To jest dylemat wagonika: przestawić zwrotnicę i zabić jednego, żeby ocalić pięciu, czy nie dotykać zwrotnicy i pozwolić zginąć pięciu. Dokładnie ten sam spór toczy się tutaj o Agamemnona.
Pisaliśmy o tym niedawno u nas w K MAG, w tekście Agnieszki Sielańczyk „Kogo ocalisz: swoje zwierzę czy cudze dziecko? Dylemat, który rozpalił internet”. Dane są tam mocniejsze niż jakikolwiek eksperyment myślowy. W badaniu Richarda Topolskiego z 2013 roku 40,2 procent ankietowanych poświęciłoby obcego turystę, żeby ocalić własnego psa. Przy wyborze między własnym zwierzęciem a bliskim członkiem rodziny odsetek spada do około dwóch procent.
Pada tam zdanie, które jest tym samym odkryciem, do którego dochodzę tu zupełnie inną drogą: tonący nieznajomy z sondy nie ma imienia, a pies ma, i w tym mieści się cała tajemnica tej statystyki.
To jest ta sama usterka oglądana z drugiej strony. Ja twierdzę, że perspektywy etyczne ważą czyn po sprawcy, a nie po ofierze. Tamto badanie pokazuje, że my sami ważymy go po tym, czy ofiara ma dla nas imię. W obu wypadkach o ciężarze krzywdy rozstrzyga coś, co z krzywdzonym nie ma nic wspólnego.
9. Wyrok
Osiem perspektyw nie zwalnia mnie z odpowiedzi, bo z faktu, że się nie zgadzają, nie wynika, że wolno wzruszyć ramionami. Wynika tylko tyle, że trzeba powiedzieć, którym przyrządem się mierzy, i wziąć za ten wybór odpowiedzialność.
Judith Shklar w Ordinary Vices postawiła tezę, którą uważam za jedną z najuczciwiejszych w dwudziestowiecznej etyce: „stawiać okrucieństwo na pierwszym miejscu” to nie jest odkrycie hierarchii wad, tylko wybór. Kto uzna okrucieństwo za zło najwyższe, musi konsekwentnie uznać hipokryzję za zło mniejsze, a to jest cena, której wielu nie chce zapłacić.
To jest właśnie nasze pytanie. Dawid jest hipokrytą, Apollo jest okrutnikiem.
Dwie rzeczy trzeba w tym miejscu powiedzieć, żeby nie wyszło z tego wygodne rozłożenie rąk. Pierwsza: to, że nie ma jednej skali, nie znaczy, że wszystko jedno. Byłby to drugi błąd, groźniejszy od pierwszego, przejść od „miary są różne” do „każdy sąd jest równie dobry”. Nie jest. Da się wykazać, że jury Marsjasza pracowało dla jednej strony i że Dawid miał cztery okazje, żeby przestać. To są ustalenia, nie nastroje. Sporne jest ważenie, nie fakty.
Druga: odpowiedź opisowa jest lepsza od noty. Zamiast „gorszy był Dawid” można powiedzieć: gorszy w premedytacji, w zdradzie roli i w tym, że narzędziem uczynił cudzą lojalność; nie gorszy w okrucieństwie fizycznym; nieporównywalny w tym, co świat zrobił potem. To zdanie jest dłuższe i mniej efektowne. Jest za to prawdziwe. Pytanie „gorszy” bez dopowiedzenia „pod jakim względem i mierzony czym” jest stemplem, a nie sądem.
Dante rozstrzygnął to po swojemu i wbrew intuicji większości. W jego piekle przemoc siedzi w kręgu siódmym, a zdrada dopiero w dziewiątym, w lodzie, na samym dnie. Człowiek, który zabija własną ręką, jest u Dantego wyżej niż ten, kto zdradza gościa albo swojego człowieka. Uriasz jadł i pił przy stole Dawida tego samego wieczoru, którego król postanowił go zabić. A jednak samego Dawida Dante umieszcza w Raju, w źrenicy oka Orła w niebie Jowisza, jako „śpiewaka Ducha Świętego”. I ten sam Dante otwiera Raj prośbą do Apolla, żeby natchnął go tak, jak wtedy, gdy wyciągnął Marsjasza z pochwy jego członków. Poeta prosi o obdarcie ze skóry jako o metaforę talentu.
Mój wyrok składa się z trzech części, bo pytanie ma trzy warstwy, a każda z nich to w istocie inne pytanie.
Jako czyn gorszy jest Dawid. Zabił człowieka bezbronnego wobec siebie, lojalnego, zasłużonego i cudzoziemca, z premedytacją rozłożoną na dni, cudzymi rękami, po to, by ukryć coś, do czego wystarczyło się przyznać. Miał cztery momenty, w których wystarczyło przestać, i cztery razy przeszedł dalej. Dołożył ofiary poboczne, żeby zabójstwo wyglądało na wojnę. Użył jako narzędzia lojalności zabijanego, każąc mu nieść własny wyrok. Apollo swojego czynu nie ukrywał, bo nie musiał; Dawid ukrywał, bo wiedział.
Jako stan świata gorszy jest Apollo. I to jest ta część, która niepokoi mnie bardziej. Dawid żyje w świecie, w którym istnieje Natan. Ktoś przychodzi, opowiada przypowieść i mówi „ty jesteś tym człowiekiem”, a król, mając w ręku całą władzę, nie każe go zabić, tylko przyznaje mu rację. Zbrodnia zostaje wpisana do akt i zostaje w nich na trzy tysiące lat. Marsjasz nie ma Natana. Nie ma instancji, do której mógłby się odwołać, bo sprawca jest instancją. Nie ma prawa złamanego, bo sprawca jest prawem. Jego wyrok nie zostaje zapisany jako zbrodnia, tylko jako słuszne ukaranie pychy, a ciało wisi w mieście jako eksponat, który zwiedza Herodot.
Różnica nie polega więc na tym, ile było krwi. Polega na tym, co świat zrobił potem. Sprawa Asklepiosa pokazuje przy okazji, czego takie reguły bronią: nie broniły nikogo, broniły rangi tego, kto je ustanowił. Dawid ma się kogo bać. Apollo nie ma. Tam, gdzie nikt nie może powiedzieć „ty jesteś tym człowiekiem”, obdzieranie ze skóry staje się po prostu gatunkiem krytyki artystycznej.
Warto przy tym zauważyć, czego w tym miejscu nie daje mi żadna z ośmiu perspektyw. Utylitaryzm ocenia stany rzeczy i skutki, i robi to dobrze. Ale żadna z tych perspektyw nie opisuje dostatecznie wyraźnie osobnego zła, jakim jest brak instancji zdolnej osądzić sprawcę. To zło nie jest ani cierpieniem, ani złamaną maksymą, ani wadą charakteru. Jest właściwością ustroju świata i wymaga własnej nazwy, której nie znalazłem.
Jako krzywda wyrządzona jednej osobie najgorsza jest Hera. Do tego wniosku doszedłem najpóźniej i najbardziej niechętnie, bo psuje symetrię, od której ten tekst się zaczął.
Marsjasz umiera niewinny. Brzmi to jak marne pocieszenie, ale jest w tym realna treść: cokolwiek zrobiono z jego ciałem, do końca pozostał kimś, komu wyrządzono krzywdę, i tylko kimś takim. Uriasz umiera jako żołnierz, wierny do ostatniej godziny. Obaj tracą życie i obaj zachowują siebie.
Herakles życia nie traci. Traci coś, czego w greckiej etyce nie da się oddzielić od człowieka, czyli własne czyny. Hera dopisała mu do listy jedną pozycję i tym samym unieważniła wszystkie poprzednie. Człowiek, który oczyścił świat z potworów, budzi się przywiązany do kolumny, pośrodku ciał, które sam ułożył, i przez resztę życia będzie jedynym świadkiem, którego zeznania go nie oczyszczą, bo pamięta wszystko. Nikt nie może powiedzieć mu „ty jesteś tym człowiekiem”, bo to zdanie jest w jego przypadku równocześnie prawdziwe i fałszywe. Natan by tu nie pomógł. Natan przychodzi do winnego, który udaje niewinnego; do niewinnego, który wie, że jest sprawcą, nie przychodzi nikt oprócz Tezeusza, a Tezeusz nie oferuje wyroku, tylko rękę i nocleg.
Nie twierdzę przy tym, że śmierć jest lżejsza od życia. Twierdzę coś węższego: że można zniszczyć człowieka, nie odbierając mu ani życia, ani zdrowia, ani nawet dobrego imienia, tylko odbierając mu autorstwo własnych czynów.
Skoro pytanie brzmiało, kto był gorszy, dopowiem własną kolejność, i zaznaczam wyraźnie, czym ona jest: to nie jest wynik głosowania perspektyw ani obliczenie, tylko mój sąd, oparty na kryterium, które wybrałem świadomie i za które biorę odpowiedzialność. Stawiam na pierwszym miejscu połączenie zdrady roli z bezkarnością, bo to ono najbardziej psuje świat wokół ofiary. Przy tym kryterium wychodzi: Dawid, Hera, Apollo, Achab z Izebel, Agamemnon. Kto stawia na pierwszym miejscu samo cierpienie, dostanie inną kolejność, i nie będzie jej musiał przede mną bronić, tylko powiedzieć, czym mierzył.
Trzy pytania, trzy różne odpowiedzi, i żadna nie unieważnia pozostałych. Kto pyta o czyn, dostaje Dawida. Kto pyta o świat, dostaje Apolla. Kto pyta o krzywdę, dostaje Herę. Człowiek, który upiera się, że prawidłowa odpowiedź jest jedna, nie mówi nic o Apollu, Dawidzie ani Herze. Mówi wyłącznie o tym, które z tych trzech pytań uważa za jedyne prawdziwe, i to jest zwykle ciekawsza informacja niż jego werdykt.
10. To samo dzisiaj, tylko schludniej
Nie piszę tego dla mitologii. Te mechanizmy pracują dalej, w wersji biurowej i bezkrwawej, i właśnie dlatego warto je znać z nazwiska.
Konkurs, w którym jury pracuje dla jednej ze stron, to każdy przetarg, w którym organizator jest też uczestnikiem, i każda platforma, która konkuruje z tymi, których hostuje. Reguła zmieniona w trakcie to aktualizacja regulaminu w dniu ogłoszenia wyników.
List Uriasza to dobrze udokumentowany wzorzec przemocy korporacyjnej. Człowiek dostaje zadanie, projekt albo delegację, których prawdziwym celem jest jego własne zwolnienie, i wykonuje je sumiennie, bo ufa. Jego lojalność jest częścią mechanizmu, a nie okolicznością łagodzącą. Zdanie „miecz pożera raz tego, raz tamtego” istnieje dziś w kilku wariantach: to nic osobistego, taka jest sytuacja rynkowa, to była decyzja procesowa.
Sprawa Nabota jest skrajnym modelem przemocy proceduralnej: prawo nie zostaje zawieszone, lecz przejęte i użyte jako narzędzie z góry ustalonego wyroku. Fałszywych świadków zastąpiły zgodne z regulaminem zgłoszenia, ale post ogłasza się nadal, a oskarżonego nadal sadza się na widocznym miejscu. Część takich praktyk opisuje się dziś pojęciem lawfare, choć jest ono szersze i sporne.
Palamedes to podłożony dowód i egzekucja na reputacji, wykonana przez uczciwych ludzi przekonanych, że bronią wspólnoty. Hippolytos to wyrok wydany na podstawie pisma, którego autora nie da się dopytać, ogłoszony, zanim ktokolwiek zapytał drugą stronę; Artemida przychodzi z wyjaśnieniem zawsze, tylko zawsze po. Agamemnon to każde zdanie zaczynające się od „nie mieliśmy wyboru”, wypowiedziane przez człowieka, który wybór miał i podjął go w środę o czternastej. Asklepios to kara nie za szkodę, bo szkody nie było, tylko za to, że ktoś coś rzadkiego i drogiego zrobił dostępnym; skarga wpływa wtedy zwykle od tego, komu ubywa poddanych, a sankcja nie musi być piorunem, wystarczy, że metoda przestanie być używana, a jej autor zapraszany. A Marsjasz jest wszędzie tam, gdzie kara za przegraną jest nieproporcjonalna do stawki i wykonywana publicznie, żeby następny nie stanął do konkursu.
Trzecia technologia, ta od Hery, też ma współczesne warianty i są one najtrudniejsze do nazwania, bo nikt w nich nikogo nie tknął. Cudzą ręką działa każdy, kto każe komuś innemu ogłosić i wykonać decyzję, której ten ktoś nie podjął i przeciwko której się opowiadał: wykonawca zostaje z twarzą przypisaną do tej decyzji na lata, a autor z notatką, że przeprowadzono to sprawnie. Cudzą ręką działa też ten, kto wciąga człowieka we współudział, żeby go unieszkodliwić jako świadka, bo kto raz podpisał, nie zgłosi. Najcięższa wersja polega na doprowadzeniu kogoś do sytuacji, w której musi zawieść, a potem zostawieniu mu poczucia, że zawiódł z własnej winy.
A Ajas jest tam, gdzie ktoś publicznie stracił kontrolę i natychmiast pojawia się zaproszenie, żeby popatrzeć i się pośmiać. Zaproszenie wystawia zwykle ktoś silniejszy od upokorzonego. Odyseusz odmówił, choć chodziło o człowieka, który tej samej nocy szedł go zabić.
11. Trzy wnioski
Zacząłem od pytania zadanego przy stole, a skończyłem na piętnastu sprawach, siedmiu osiach i ośmiu perspektywach. Zostają z tego trzy rzeczy.
Pierwsza. Nasza moralna intuicja jest kalibrowana na krew. Człowiek z nożem prawie zawsze wygra z człowiekiem z kopertą, a człowiek z kopertą z tym, kto niczego nie napisał, tylko podsunął pytanie. Im technologia krzywdy nowocześniejsza, tym słabszy odruch, i nie ma to nic wspólnego z ciężarem czynu. Żyjemy w świecie, w którym prawie nikt już nikogo nie dotyka, a nasze wyczucie moralne jest przyrządem zabytkowym. Trzeba mu pomagać rozumem, bo samo nie zauważy.
Druga. Najgroźniejszy nie jest ten, kto łamie reguły, tylko ten, kto jest regułą. Dawid ma Natana. Marsjasz nie ma nikogo. Różnica nie leży w czynie, leży w tym, czy istnieje ktokolwiek uprawniony do powiedzenia „ty jesteś tym człowiekiem”. Instytucja, w której nie ma takiej osoby, prędzej czy później wyprodukuje obdzieranie ze skóry i nazwie to oceną okresową.
Trzecia, i ta zostanie ze mną najdłużej. Winę mierzymy po sprawcy, a krzywdę ponosi ofiara.
Wszystkie te perspektywy ważą czyn przede wszystkim po tym, co działo się w głowie sprawcy: po intencji, maksymie, charakterze, rachunku, po tym, czy wiedział i czy mógł inaczej. Ofiara wchodzi do tych rachunków najczęściej jako wielkość, nie jako ktoś.
Widać to najostrzej na dwóch sprawach z przeciwnych końców. Akteon zostaje rozszarpany żywcem przez własne psy, słysząc, jak towarzysze wołają go po imieniu, i nie mogąc odpowiedzieć. Trudno w tym zestawie wymyślić gorszą śmierć, a jednak w każdym porządkowaniu wypada nisko, bo po stronie sprawczyni nie ma się czego uchwycić: żadnego planu, żadnej korzyści, żadnego wyrafinowania, jedna urażona bogini i jedna chwila. Nie ma czego mierzyć, więc mierzy się mało. Dla Akteona nie ma to najmniejszego znaczenia.
Na drugim końcu stoi Hektor, któremu nie dzieje się już absolutnie nic, bo nie żyje, i którego dwanaście dni wleczenia za rydwanem nie boli ani przez sekundę. A jednak wiemy, że dzieje się rzecz potworna.
Usterka nie polega na tym, że patrzenie na sprawcę jest błędem. Przy Hektorze jest to jedyna możliwa droga, bo po stronie ofiary nie ma już nikogo, kto mógłby czegokolwiek doznać. Usterka polega na tym, że nie mamy drugiego przyrządu. Mamy rozbudowaną, dwuipółtysiącletnią aparaturę do ważenia tego, co dzieje się w sprawcy, i prawie nic do ważenia tego, co dzieje się z człowiekiem, któremu to zrobiono. W miejsce brakującego przyrządu wchodzi zaś coś, co działa samo i działa źle: bliskość. Ofiara, która ma dla nas imię, waży więcej od ofiary bezimiennej, i nie zależy to od niej w najmniejszym stopniu. Akteon jest w tych wszystkich zestawieniach bezimienny. Imię ma tylko u Owidiusza, który przy okazji wylicza po imieniu trzydzieści kilka psów, które go rozszarpały.
I żeby nie wyszło, że mówię o cudzych narzędziach. Wróćmy do moich siedmiu osi i policzmy uczciwie. Asymetria, zdrada roli, premedytacja, nadwyżka okrucieństwa i skażenie narzędzia, czyli pięć z siedmiu, opisują sprawcę. Ofiary dotyczą dwie. Zbudowałem własny przyrząd w przekonaniu, że robię coś lepszego niż jednowymiarowa skala, i wyszła mi ta sama krzywizna co wszystkim.
Nie umiem tego naprawić. Umiem wyciągnąć z tego jedną zasadę praktyczną: miejsce sprawy w jakimkolwiek rankingu nigdy nie jest miarą czyjegoś nieszczęścia. To są dwie różne wielkości, a mylenie ich jest jedyną rzeczą w tym tekście, która krzywdzi kogoś jeszcze dzisiaj. Kiedy mówimy komuś, że to, co go spotkało, nie było takie straszne, prawie zawsze mówimy w istocie coś zupełnie innego: że sprawca miał cienki motyw.
Dlatego z całej tej listy najbardziej praktyczne wydają mi się nie wyroki, tylko trzy sceny, w których ktoś miał pełne prawo dołożyć i nie dołożył.
Odyseusz dostaje od bogini zaproszenie, żeby popatrzeć na oszalałego wroga i się pośmiać. Odmawia.
Achilles, po dwunastu dniach wleczenia ciała za rydwanem, oddaje je ojcu zabitego. Nikt go do tego nie zmusił i żadna reguła wojenna tego od niego nie wymagała. Wystarczyło, że stary człowiek przyszedł nocą i ucałował mu ręce.
Tezeusz przychodzi do kogoś, kto własnymi rękami zabił swoje dzieci, i nie tłumaczy mu wyroków boskich, nie ocenia i nie pociesza. Podaje rękę i proponuje nocleg.
Nie dołożyć, oddać, podejść bliżej. Nie ma w tych trzech scenach żadnej teorii, żadnej miary ani rankingu. Jest ktoś, kto w decydującym momencie zobaczył przed sobą człowieka, a nie sprawę.
12. Siwe drzewo, żona Uriasza i ręka Tezeusza
Zostaje ostatnia rzecz, która dotyczy nas, czytelników, a nie sprawców.
Obdarcie Marsjasza ze skóry stało się jednym z ulubionych tematów sztuki europejskiej. Tycjan namalował je pod koniec życia i jest to obraz uznawany za wielki. Dante poprosił Apolla o taką właśnie inspirację. Rzeźbę wiszącego Marsjasza kopiowano przez stulecia. To znaczy, że przez dwa tysiące lat kultura, do której należę, oglądała tę egzekucję jako przedmiot estetyczny, a jej sprawcę czciła jako patrona sztuk. Ofiara stała się motywem dekoracyjnym. Wiersz Herberta można czytać jako sprzeciw wobec dokładnie takiej estetyzacji.
I dlatego oba te teksty kończą się tak samo, choć dzielą je trzy tysiące lat i trzy kultury.
Marsjasz nie ma wyroku, nie ma protokołu i nie ma imienia w żadnych aktach. Zostawia po sobie jedną literę, „A”, i podejrzenie, które przechodzi bogu przez głowę na drodze do domu: że z tego wycia może kiedyś powstać nowa gałąź sztuki. Zostawia też drzewo, które nie jest już zielone. Dowód jest materialny, ale nie da się go złożyć do żadnego sądu.
W tej tradycji Uriasz nie otrzymuje ani porównywalnego pomnika, ani kanonicznego wiersza. Ma jedno zdanie w spisie trzydziestu, jeden przypis w bilansie panowania swojego zabójcy i jedno miejsce w rodowodzie, gdzie zamiast imienia kobiety, którą mu zabrano, stoi jego własne. Trzy tysiące lat później każdy, kto czyta pierwszy rozdział Mateusza, czyta jego nazwisko.
To są dwie formy sprawiedliwości, jakie w tych sprawach zostały wykonane. Pierwsza polega na tym, że krzywda zmienia sztukę. Druga na tym, że akta nie dają się wyczyścić.
Jest i trzecia, jedyna w tym zestawieniu, która wygląda na pełne zadośćuczynienie, i tym bardziej warto zobaczyć, ile trwała. Asklepios, zabity za to, że leczył za dobrze, został po śmierci bogiem. Dostał świątynie w Epidauros i w kilkuset innych miejscach, chorzy sypiali w nich przez stulecia, a klasyczna przysięga Hipokratesa zaczyna się od wezwania Apolla lekarza i Asklepiosa na świadków. Zawód, który go stracił, wziął sobie jego imię za poręczenie. Jest w tym pociecha i jest haczyk: skazany zostaje patronem dopiero wtedy, gdy nie jest już groźny, a instytucja przejmuje jego imię, nie musząc przy tym przyznać, że wyrok był niesłuszny. Nikt nigdy nie uchylił tego pioruna. Po prostu zaczęto się modlić do straconego.
Zostaje czwarty przypadek, i tu nie ma już żadnej sprawiedliwości, bo nie ma nawet kogo osądzić w sposób, który cokolwiek zmieni. Herakles nie dostaje wyroku, nie dostaje wpisu do akt i nie dostaje wiersza, który by go oczyścił, bo z jego sprawy nie da się zrobić wiersza o niewinności. Dostaje jedno: kogoś, kto przychodzi, nie boi się skalania, bierze go za rękę i mówi, żeby wstał i szedł z nim.
Tezeusz nie wyjaśnia mu, że to nie jego wina, bo to zdanie i tak by nie zadziałało. Nie tłumaczy działania bogów. Nie ocenia. Podaje rękę i proponuje dach nad głową. Po dwóch i pół tysiąca lat nikt nie wymyślił w tej sprawie nic lepszego, a rzeczy, które w międzyczasie wymyślono zamiast tego, są zwykle gorsze.
Apollo czyści swój instrument. Drzewo jest siwe. Zupełnie.
Źródła
Cytaty ze źródeł antycznych i biblijnych podaję we własnym przekładzie roboczym, o ile nie zaznaczono inaczej; miejsca wskazuję według standardowej numeracji, żeby dało się je sprawdzić w dowolnym wydaniu.
Źródła antyczne. Homer, Iliada XXII i XXIV. Ajschylos, Agamemnon, w. 205 i nast. Sofokles, Ajas, prolog. Eurypides, Herakles oszalały; Bachantki; Hippolytos; Alkestis, prolog. Owidiusz, Metamorfozy III (Akteon, Semele), VI (Arachne, Niobe, Marsjasz), XIII (Palamedes). Herodot VII 26. Pindar, Pytyjska III. Diodor Sycylijski III 59. Apollodor III 10 i III 12. Hyginus, Fabulae 105 i 165. Elian, Varia historia (skóra Marsjasza reagująca na muzykę frygijską; miejsca w przekazie się różnią). Platon, Eutyfron; Państwo II i III. Arystoteles, Retoryka 1378b (hybris); Etyka nikomachejska VI 12 (deinotes). Ksenofanes, fr. B11.
Biblia. 2 Sm 11 i 12; 2 Sm 23,39; 1 Krl 15,5; 1 Krl 21; Sdz 11; Mt 1,6. Brzmienie polskie przywołuję za Biblią Tysiąclecia, cytaty skracam.
Literatura nowożytna. Dante, Boska komedia: Piekło XI i XXXII i nast., Raj I 19 i nast. oraz XX 37 i nast. Zbigniew Herbert, „Apollo i Marsjasz”, w: Studium przedmiotu (1961), tekst za Wierszami zebranymi w opracowaniu R. Krynickiego (2008). Simone Weil, L’Iliade ou le poème de la force (1940). Hannah Arendt, Eichmann w Jerozolimie (1963). Judith Shklar, Ordinary Vices (1984), rozdz. „Putting Cruelty First”. Immanuel Kant, Uzasadnienie metafizyki moralności (1785). John Stuart Mill, Utylitaryzm (1863). Thomas Scanlon, What We Owe to Each Other (1998). Carol Gilligan, In a Different Voice (1982); Nel Noddings, Caring (1984). Friedrich Nietzsche, Z genealogii moralności (1887). Alfred Ayer, Language, Truth and Logic (1936); Charles Stevenson, Ethics and Language (1944).
Badania i publicystyka. Richard Topolski i in., badanie z 2013 r. dotyczące wyboru między zwierzęciem a obcym człowiekiem, przywołane za: Agnieszka Sielańczyk, Kogo ocalisz: swoje zwierzę czy cudze dziecko? Dylemat, który rozpalił internet, K MAG, 20 lipca 2026.

